Wirtualny Manager

Nie jesteś zalogowany na forum.

#1 2018-01-24 19:24:41

pawelcepak
Administrator
Dołączył: 2018-01-24
Liczba postów: 7
WindowsChrome 63.0.3239.132

#1 MSV Duisburg

Dla większości kibiców MSV Duisburgu, nie lada szokiem był niewątpliwie dzień zatrudnienia Fińskiego managera urodzonego w Ylitornio. Ja jestem Risto Kiavikko, a to moja nieprawdopodobna historia.
Choć wydaje się to snem-zwłaszcza dla mnie-właściciele tego klubu zdecydowali, że to właśnie ja jestem najlepszym wyborem do wprowadzenia MSV Duisburg ponownie do 1.Bundesligi odkąd spadli z niej w sezonie 2007/08 zajmując dalekie 18 miejsce.
Pełna mobilizacja, spakowanie swoich rzeczy i lot do Duisburgu. Całą podróż przesiedziałem jak na krześle elektrycznym. Czy się spalę? Czy mogłem się nie godzić? A może ktoś sobie ze mnie zrobił żart i lecę tam na marne? Zostanę odprawiony z kwitkiem spod stadionu. Moje szczęście, że nikt mnie nie wyśmieje, a na pewno nie mój najlepszy przyjaciel. Pies Kocha i pies rozumie.
Gdzie miałem głowę, czytając e-mail? Co myślałem? Nic nie myślałem, wierzyłem, że jest to znak, ten jeden jedyny moment, żeby zabrać się w końcu za siebie, przestać się użalać i mieć myśli samobójcze. Tylko dla mojego Admirała tutaj jestem, nie mogę opuścić tego mojego zioma. Nie oddam do schroniska, a tym bardziej nie pozwolę mu cierpieć po mojej stracie. To jest ta szansa, by w końcu stanąć na nogi. Kogokolwiek jest to zasługa, niech mu Bóg Błogosławi.

DZIEŃ PÓŹNIEJ

Do spotkania z zarządem klubu zostało mi jeszcze sześć godzin. Noc mogę zaliczyć do nie przespanych, cała głowa zajęta jedną myślą-czy to sen? Czy to się dzieje naprawdę? Może jestem w jakimś alternatywnym wszechświecie? Wszystko wydaje się prawdziwe, a ja nie śpię i jestem w hotelu, czekając na życiową szansę.
- Chodźmy Admirał pozwiedzać – powiedziałem do swojego pięknego białego owczarka szwajcarskiego. Piękna istota, moja istota, mój przyjaciel i kompan, był zawsze przy mnie. – To dzięki tobie stary. – Pogłaskałem go po główce i widząc te piękne oczka już starego owczarka, poczułem łzy we własnych – To dzięki tobie tutaj jesteśmy, dzięki tobie jeszcze żyję. Chodźmy.
Godzina spaceru wyraźnie nam się przydała. Przemyślałem wszystko i doszedłem do wniosku, dlaczego wysłali mi emaila żebym stawił się dzisiaj w ich klubie na rozmowę, a nie chcieli ze mną porozmawiać przez video rozmowę, już nie mówiąc o zwykłym telefonie? Podejrzeń coraz więcej, nerwów tym bardziej, a do spotkania już mniej niż pięć godzin.
Wziąłem długi przyjemny prysznic, starałem się zrelaksować maksymalnie. Zjadłem jakiś obiad i pojechałem na spotkanie.
Duisburg. Godzina 14:00. I ja, Risto Kiavikko. Stoję przed stadionem MSV-Arena i czekam, aż pozwolą mi wejść i odbędę rozmowę z zarządem klubu w sprawie pracy. Pracy managera.
Poprawiłem krawat, wyprostowałem się i wszedłem przez duże czarne drzwi do gabinetu prezydenta klubu Ingo Walda. Zaczęło się, to się właśnie zaczęło, to na pewno nie sen, to szansa. Moja historia.
- Dzień dobry. – Przywitałem się krótką, czując, że mój głos drży jak nigdy dotąd.
- Proszę usiąść Panie Kiavikko. Napije się pan czegoś?
- Chętnie. – Uśmiechnąłem się, widząc uśmiech mojego rozmówcy.
Moje serce coraz bardziej przestawało mnie słuchać, biło jakby zaraz miało wyskoczyć z klatki piersiowej i wybuchnąć. Zacząłem czuć pot na czole, a ręka trzymająca szklankę wody zaczęło drzeć co raz bardziej. To ponad moje siły, daj mi siły!
- Proszę się nie denerwować. Ma pan pełne poparcie moje i całego naszego zarządu. To właśnie pan wydawał się najlepszym kandydatem na to stanowisko.
- Ja? Ale… J-Jakim cudem?
- Przyglądaliśmy się już odkąd, zaczął pan robić kursy trenerskie. Zaangażowanie jakie pan wtedy pokazywał pozwalało nam patrzeć długofalowo na przyszłość, dlatego z największą chęcią będziemy finansować pańską dalszą edukację.
- To było…
- Tak, to było pięć lat temu. – Ingo Wald sięgnął po jakąś teczkę do biurka, a ja czułem, że dłużej nie wytrzymam… Zaraz tutaj zamdleję – Cały czas mieliśmy pańską kartotekę i czekaliśmy na odpowiedni moment.
- To chyba sen – powiedziałem cicho pod nosem – Dam radę, jednak jest to dla mnie surrealistyczne.
- I właśnie to nas przekonało. Zaangażowanie i hart walki. – Uśmiechnął się jeszcze raz i wstając ze swojego fotela ustawił się przed oknem spoglądając za nie na stadion. – Omówmy szczegóły. Czy możemy być na ty? – spytał, odwracając się do mnie twarzą i siadając ponownie przy biurku.

DWIE GODZINY PÓŹNIEJ

Wciąż nie wiem i wciąż nie potrafię uwierzyć, ale wiem jedno, mam pracę i wykonuje coś, co od dziecka było moim celem. Mimo iż uprawnienia trenerskie robiłem dopiero w wieku dwudziestu trzech lat. Może gdyby nie ta tragedia, prowadziłbym ten klub od lat. Może… Może… Nie ma sensu gdybać tylko iść dalej. Czuję jak, wracają siły z tamtych lat, kiedy wierzyłem, pragnąłem i chciałem. Boję się jak cholera, jak jasny gwint, ale chociaż wstanę na nogi i może w końcu moje życie się zmieni. Nie wróci do starych czasów, ale pierwszy krok zrobiłem. Los mi pozwolił robić kolejne kroki, iść do przodu, wstać w końcu z tej dziury. To musi się udać.
- To się uda prawda Admirale? – Spytałem psiaka i położyłem się na jego miękkim brzuchu.
Spotkanie z prezydentem przebiegło w bardzo kumpelskim stylu, jeżeli tak mogę powiedzieć o kimś, kogo znam zaledwie od kilku godzin, jednakże na „ty” już przeszliśmy. Całe spotkanie trwało koło godziny, przy czym podpisałem swój pierwszy profesjonalny kontrakt. Jeżeli myślałem, że na początku spotkania moja ręką nie może drżeć bardzo, to się bardzo myliłem. Podczas podpisu byłem tak zdenerwowany, że nie wiem, jak dałem radę pisać proste kreski w swoim imieniu i nazwisku. Najważniejsze, że się udało. Pora się odstresować i dobrze wyspać, jutro spotkanie ze sztabem szkoleniowym i piłkarzami.

Zapraszam do komentowania :)

NASTĘPNY WPIS ZA DWA/TRZY DNI

Offline

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
margonem - notozpradem - krzak-sa - tvdforever - lejtensoczek